Jak pomaga mediator?

mediator

Mediator nie jest cudotwórcą, ale pary w konflikcie zazwyczaj nie potrzebują cudu. Wystarczy szczera chęć odbudowania małżeńskiego szczęścia. Problemy, z którymi się zmagają, nie są unikalne, jedyne i niepowtarzalne. Terapeuci małżeńscy i mediatorzy słyszeli już „wszystko" i na to „wszystko" mają wypracowane metody. 
O tym, jak pomaga mediator oraz o historii jak z bajki Aleksandra IRLA rozmawia z Mają MAZUR, mediatorką fundacji Każdy Ważny. 

Aleksandra Irla: Pani Maju wielokrotnie rozmawiałyśmy o tym, że konflikty w związku są czymś naturalnym. Zazwyczaj potrafimy sobie z nimi poradzić sami. Jednak bywają sytuacje, gdy do rozwiązania konfliktu potrzebujemy pomocy kogoś z zewnątrz. Jak rozpoznać, nie przeoczyć momentu, gdy powinniśmy zwrócić się o pomoc do osoby trzeciej - na przykład do mediatora?

Maja Mazur: Dla każdego małżeństwa trochę inny poziom konfliktu będzie momentem, gdy trzeba zwrócić się po pomoc. Warto pamiętać o tym, że tak naprawdę konflikty są początkiem rozmowy, a nie jej końcem. Mogą pomóc w tym, by związek poszedł w stronę większego umocnienia.

A.I.: Mogą pomóc, ponieważ gdy już rozwiążemy konflikt, lepiej wiemy czego każde z nas potrzebuje, lepiej siebie nawzajem rozumiemy? 
 
Maja Mazur:
Wiemy więcej o sobie nawzajem, widzimy zmiany, które zachodzą w naszej relacji. Dopóki widzimy sens w rozmowie z naszym mężem czy naszą żoną - warto to robić. Gdy widzimy, że w naszym współmałżonku lub w nas obojgu nie ma już woli, żeby siebie nawzajem usłyszeć, mamy problem z wyrażeniem tego co czujemy, czego potrzebujemy, to jest czas by skontaktować się z mediatorem. W sytuacji przeciągania się tego poczucia dyskomfortu bycia w związku - im szybciej zwrócimy się o pomoc, tym lepiej. 
 
A.I: Pani Maju, gdy już znajdziemy się w gabinecie mediatora, na co powinniśmy być przygotowani? Na podobnie postawione pytanie pan Marek Miotk, psycholog ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, odpowiedział mi: na łamanie schematów. Jak to wygląda w Pani praktyce zawodowej? 
 
Maja Mazur:
 Na podstawie mojego doświadczenia pracy z parami w kryzysie zachęcam, by przygotowały się na to, by być otwartym, by wiedzieć, że pewne sprawy mogą się w ich związku zmienić, by widzieć drugą osobę, by móc ją usłyszeć. Warto, by pamiętały, że naprawdę większość konfliktów można rozwiązać konstruktywnie. 
 
A.I.: Panuje opinia, że mężczyźni są mniej chętni do pracy z mediatorem, psychologiem, terapeutą. Nie chcą ,,opowiadać obcym o naszych problemach".
 
Maja Mazur:
Zgadzam się z opinią, że mężczyźni mają pewien opór w kwestii proszenia mediatora o pomoc. Jednak, gdy już przychodzą i uzyskują wsparcie, jest to dla nich dobry start, by te wypracowane rozwiązania wprowadzać w życie. Wspólnie ustalamy bardzo konkretne zalecenia.
 
A.I.:  Pani Maju, znowu odwołam się do Pani doświadczenia zawodowego. Z jakimi problemami pary najczęściej zwracają się do mediatora? 
 
Maja Mazur:
 Najczęstszy jest moment, gdy pojawi się pierwsze dziecko i małżonkowie wchodzą w nowe role - stają się rodzicami. Zazwyczaj tata pracuje, a mama jest w domu z dzieckiem. Trudnością dla tych par jest wypracowanie takiego sposobu funkcjonowania, żeby mąż mógł zarówno pracować, jak też aktywnie uczestniczyć w opiece nad dzieckiem oraz równolegle, żeby kobieta, zajmując się dzieckiem, nie zapomniała też o sobie.

Czasami tematem są kwestie finansowe. Gdy zarabia tylko mężczyzna, a kobieta zajmuje się domem i dziećmi, czasami jej jest wstyd prosić męża o pomoc, o pieniądze. 

A.I.:  Czy są jakieś tematy, z którymi pary nie zwracają się o pomoc, choć, być może, powinny? 
 
Maja Mazur:
Nie mam w głowie jakiegoś tematu szczególnie wołającego o to, żeby zaprosić parę do gabinetu. Chciałabym, żeby każdy rozważył w swoim małżeństwie, czy to ten moment i ta sprawa, z którą warto przyjść. My, jako mediatorzy, nie oceniamy czy czyjaś sprawa jest bardziej czy mniej ważna, bardziej czy mniej godna tego, by się nią zająć. Bo każdy konflikt, którego nie umiemy rozwiązać, obojętnie czego dotyczy, jest powodem, by poprosić o mediacje.

A.I.: Czy możemy powiedzieć, że problemy, trudności, źródła konfliktów w związku, są jakoś powtarzalne, nie są jedyne i wyjątkowe? Pewno wiele par mogłoby się zdziwić słysząc, jak bardzo ich trudności są podobne do trudności wielu innych małżeństw i jak wielu mediatorów czy terapeutów małżeńskich po wysłuchaniu ich opowieści mogłoby powiedzieć: słyszałem takie historie, towarzyszyłem ludziom, którzy przeszli przez to, przez co wy teraz przechodzicie, widziałem szczęście w oczach tych, którzy na nowo wygrali swoje małżeństwo!

Maja Mazur: Zdecydowanie. Często wydaje nam się, że jakaś trudność dotyczy tylko nas, że tylko my mamy w jakimś obszarze trudność w porozumieniu się, w usłyszeniu się.

Dopóki konflikt nie zaogni się tak bardzo, że na współmałżonka patrzymy jak na przeciwnika w walce, dopóki nie zabarykadowaliśmy się za jakąś wielką ścianą, dopóki to nie jest otwarta wojna - warto przyjść do mediatora.

Choć ja mam też takie doświadczenie, że również te wojny można powoli zakończyć, mury skruszyć, by małżeństwo mogło dalej nie tyle trwać, co rozwijać się, wyciągać dobre rzeczy dla siebie.

A.I.:  Są też przykłady, gdy para, już po rozwodzie, spotyka się w gabinecie po to, by ustalić jakieś bieżące sprawy np. dotyczące ich dzieci, a efektem spotkania z mediatorem jest ich powrót do siebie i szczęśliwe, wspólne życie. To brzmi jak bajka, ale zdarza się naprawdę.

Maja Mazur: Tak - miałam taką sytuację w swojej praktyce zawodowej. To pokazuje, że praca w oparciu o spotykanie się na poziomie potrzeb, ma taką funkcję zobaczenia człowieka w człowieku, znowu, ponownie, na nowo. Pozwala wspólnie wypracować takie rozwiązania, które będą nam służyły.

A.I.: Dziękuję za rozmowę.

Artykuły które mogą Ciebie zainteresować

brak miłości

Już Cię nie kocham

Tytułowe słowa mogą być wypowiedziane bardzo różnie: w emocjach podczas kłótni, spokojnie podczas obiadu w eleganckiej restauracji. Czasami…