Małżeńska randka bez “ale...” 

randka

Wychodzisz z mężem na randki? Przecież mówiłaś, że masz pięcioro dzieci? My mamy jedno i od 4 lat zawsze wychodzimy w trójkę: mąż, ja i dziecko.  

To fragment autentycznej rozmowy. Z jednej strony specjalistka PR z dużego miasta z mężem i jednym dzieckiem. Z drugiej strony Iza (18 lat po ślubie), specjalistka PR z dużego miasta z mężem i pięciorgiem dzieci. Iza o swoich wyjściach z mężem mówi tak:  
“Raz w miesiącu wychodzimy na randkę lub wyjeżdżamy gdzieś sami. Odkryliśmy, że jeśli tę kwestię zaniedbujemy – szybko pojawiają się między nami konflikty. Po prostu - codzienność zaczyna przytłaczać.” 

Hasło randka małżeńska jest co raz popularniejsze nie tylko w wyszukiwarce google.pl (151 tys. wyników wyszukiwania).  W wielu małżeństwach praktykuje się małżeńskie randkowanie. Są też tacy, którzy by nawet chcieli randkować, ale...  - ale trochę szkoda czasu, ale kto się zajmie dziećmi, ale co właściwie robić na takiej randce? 

W tekście przytaczam wypowiedzi czterech pań, które randkują ze swoimi mężami bez “ale” za to z poczuciem, że w ten sposób, cegiełka po cegiełce - budują małżeństwo szczęśliwe i mocne jak twierdza.  

Pochylmy się nad kolejnymi, budzącymi wątpliwości: “ale...” 

… ale czy na pewno warto poświęcać czas na małżeńskie randki?  

Niektórzy mówią, że może nawet wyjdą na randkę, ale później - teraz trzeba podlać rośliny w ogrodzie (jeśli nie zadbasz to uschną), spotkać się z przyjaciółką (wspólny czas wzmacnia relację), pojechać na przegląd z autem, kosiarką, rowerem (lepiej zawczasu naprawić drobną usterkę, nim popsuje się coś poważniejszego). Wasz związek również potrzebuje zasilania wspólnymi, dobrymi przeżyciami, rozmowy, regularnego oczyszczania atmosfery z nieporozumień i żalów. Po to, żeby za jakiś czas nie obudzić się z pakietem: piękny ogród, serdeczna przyjaciółka, auto jak złoto i tylko małżeństwo uschłe.   
Kilka lat temu młodsza córka Sylwii (manager, 20 lat po ślubie, 4 dzieci) zaprotestowała przeciwko kolejnej randce rodziców. Od starszego rodzeństwa usłyszała wtedy wyjaśnienie: oni muszą wychodzić na randki, żeby się nie kłócić. No i wychodzą - co tydzień, zazwyczaj do restauracji, na 2-3 godziny, gdy najmłodsze dziecko śpi pod opieką prawie pełnoletniego rodzeństwa.

… ale kto się zajmie dziećmi?  

Agata (lekarz stomatolog, 13 lat po ślubie, 4 dzieci) o swoich randkach z mężem napisała mi tak: “Od pojawienia się pierwszego dziecka: raz w tygodniu godzina - zazwyczaj w domu, przy włoskim Prosecco lub zimowej herbatce. Raz w miesiącu wieczorne wyjście: kolacyjka, kino, teatr, czasami zwyczajny hot-dog na stacji benzynowej. Co 2-4 miesiące wyjazd na weekend we dwoje, raz w roku tygodniowy wyjazd bez dzieci”
No właśnie - bez dzieci. Jak to zorganizować? U większości znanych mi randkujących małżeństw pomocą służy niania, czasami dziadkowie, przyjaciele. W przypadku dłuższych wyjazdów bywa to, jak mówi Agata: “sztafeta niań”. Co ważne, są to osoby znane dzieciom z wcześniejszej współpracy, czasami wręcz od czasów niemowlęctwa. Nierzadko też zaprzyjaźnione rodziny wspierają się nawzajem – w ten weekend Wasze dzieci śpią u nas a za tydzień nasze u Was.  

...ale co właściwie mielibyśmy robić na takiej randce? 

Po pierwsze: wy już kiedyś randkowaliście więc umiecie - wystarczy tę umiejętność odkurzyć. Po drugie: nie ma czegoś takiego jak: “powinniśmy na randce”. Może to być równie dobrze wyjazd na koncert co partyjka szachów czy nawet wspólne wyjście na połów ryb. Jedyne co rzeczywiście powinniście, to być razem i cementować Wasz związek wspólnymi, miłymi chwilami.  Do dziś pamiętam nasze pierwsze małżeńskie wyjście po urodzeniu najstarszej córki. Miesięczne dziecko została pod opieką babci a my pojechaliśmy autem po zakupy na pobliski targ. Tylko On, ja i miła muzyka z samochodowego radia. Podróż trwał kilkanaście minut, ale to był nasz czas - uśmiech nie schodził nam z twarzy.   
Można też atrakcyjniej, jak Alicja (lekarka, 18 lat po ślubie, 4 dzieci), która w ubiegłym roku uczęszczała z mężem na cotygodniowe lekcje tanga. Tak mówi o tych randkach: “To była dobra okazja, żeby w ciekawy sposób spędzić razem czas. Oczywiście czasami życie decydowało za nas i trzeba było zrezygnować ze wspólnego wyjścia, ale czasami udawało się połączyć lekcję z kolacją na mieście albo ze spacerem.”   
Wśród tych kobiecych głosów niech zabrzmi też męski punkt widzenia na małżeńskie randki. Oto co o wspólnym czasie z żoną mówi Michał Piekara (terapeuta, autor książek): * "Obecność stanowi kluczowy fundament do budowania jakiejkolwiek relacji. (…) Nie jest tak ważne to, w jakich okolicznościach będziecie razem randkować, ale to, że będziecie dedykowali sobie wzajemnie ten czas. My z żoną od wielu lat już praktykujemy jeden dzień w tygodniu, który jest naszym dniem małżeńskim - to środa. Tego dnia staramy się jak najwięcej rzeczy robić razem. Wspólnie przygotowujemy posiłki, bawimy się z dziećmi, pielęgnujemy ogród. (…) Chodzi o to, żeby jak najintensywniej przeżywać tego dnia wszystko to co może nas łączyć, wykonywać jak najwięcej rzeczy razem. Tym jest właśnie realna obecność."  
Można powiedzieć, że tak jak początkiem rodziny jest małżeństwo, tak początkiem szczęśliwej rodziny jest - szczęśliwe małżeństwo. Dlatego im bardziej kochacie Wasze dzieci, tym bardziej zostawcie je (pod opieką) w domu i wyjdźcie zadbać o Wasz związek. 

*Przytoczony cytat jest fragmentem większej wypowiedzi dostępnej w całości na stronie malzenskarandka.pl

Artykuły które mogą Ciebie zainteresować

Rozczarowanie związkiem? 

Jakość relacji zależy od dobrostanu każdej ze stron Gdy w związku pojawia się rozczarowanie, zawiedzione nadzieje, zazwyczaj winą za to…
małżeństwo na stres

Małżeństwo poprawia zdrowie?

Ostatnio grupa naukowców z Wydziału Humanistyki i Nauk Społecznych Carnegie Mellon University w Pittsburghu odkryła, że u małżonków poziom…