Małżeństwo to dom na zawsze, a nie mieszkanie do wynajęcia

Małżeństwo to dom

Żeby wygrać swoje małżeństwo warto postawić wszystko na jedną kartę - bez asekuranctwa, „planu B”, bez obawy przed przeinwestowaniem. W momencie kryzysu trzeba walczyć do końca. Jeśli Wy nie nauczycie się rozwiązywania swoich małżeńskich kłopotów - od kogo nauczą się tego Wasze dzieci?  Przysięga: na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, póki nas śmierć nie rozdzieli, to solidny fundament małżeńskiego szczęścia. Razem będziecie wznosili ściany tej budowli, która dla Waszych dzieci będzie schronieniem, radością i nauczycielką tworzenia własnego związku.
O tym jak ważne jest nasze nastawienie do trwałości małżeństwa oraz o tym, że to rodzice uczą swoje dzieci budowania małżeńskiego szczęścia w ich przyszłych związkach - z Mają MAZUR, mediatorką fundacji Każdy Ważny rozmawia Aleksandra IRLA. 

Aleksandra Irla: - Czy żeby pokonać kryzys małżeński trzeba postawić wszystko na jedną kartę?
Maja Mazur: - Czy trzeba? Warto. Nie chciałabym tak radykalnie mówić: trzeba. To słowo kojarzy się z ogromnym wysiłkiem, z koszmarnie trudnym zadaniem do wykonania. Słowo „warto” - daje nam poczucie sensu tego, co robię, otwartości, chęci pracy nad tym, żeby budować relację stałą, na długie lata, wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju.  
A.I.: - Zadam pytanie inaczej: czy da się wygrać kryzys małżeński i wyjść z niego obronną ręką, jeżeli cały czas mamy w zanadrzu jakiś „plan B"?
M.M.: - Może nas ten „plan B” trochę zgubić. Może spowodować, że przestaniemy się starać, przestaniemy widzieć co oraz na czym możemy jeszcze budować w naszym związku. Warto, żebyśmy byli razem, wspólnie rozwiązywali nasze konflikty i kryzysy, wyciągali z nich wnioski, a także podejmowali decyzje w jaki sposób nie przegapić kolejnych trudnych momentów. 
A.I.: - Spotkałam się z takim porównaniem, że można podchodzić do związku jak do mieszkania, które wynajmujemy lub jak do domu, którego jesteśmy właścicielami - na zawsze. Czym będzie się różniło podejście do małżeństwa w tych dwóch różnych wersjach? Która z nich rokuje większą szansę na sukces - na szczęśliwe bycie razem?
M.M.: - Zdecydowanie lepiej, gdy nie mamy wizji, że ten związek to mieszkanie do wynajęcia, na chwilę. Mamy wtedy mniejszą motywację, żeby dbać, konserwować i upiększać mieszkanie wynajmowane, żeby było dokładnie takie jak sobie wymarzyliśmy, „po naszemu". Jeśli relację małżeńską traktujemy jak wprowadzenie się do domu, który jest nasz na zawsze, możemy od początku, kroczek po kroczku bardzo małe rzeczy budować według naszej wspólnej wizji, naszych wspólnych marzeń, wartości, oczekiwań, naszego wspólnego bycia w relacji. Więc wszystko co jest w takim domu na stałe - jest na zawsze nasze. Jeśli trzeba będzie coś zmienić, będziemy o tym decydowali wspólnie - co, jak, w jakim zakresie. Celem jest, żeby ta przestrzeń nadal była przyjazna mi i tobie, żeby nam obojgu dobrze się tu żyło. 
A.I.: - W domu „na zawsze” częstsze jest chyba podejście: na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Nie zlekceważymy awarii komina ani cieknącego dachu.
M.M.: - W momencie, gdy potraktujemy nasz związek jak mieszkanie na wynajem - mamy poczucie mniejszej odpowiedzialności. Wiemy, że jeśli tutaj coś nam przestanie odpowiadać możemy poszukamy innego lokum, do którego niekoniecznie wprowadzimy się razem. Traktując relację jak mieszkanie do wynajęcia możemy mniej wysiłku wkładać w budowanie tego, co będzie nam służyło, prowadziło nas ku wzrastaniu, ubogacało nasz związek, żeby był nadal tak ciekawy, jak na początku. Jeśli nasze małżeństwo jest dla nas domem na zawsze, to w momentach kryzysu albo będziemy razem podtrzymywać ścianę naszego wspólnego domu albo ją razem przestawimy - po to by nam razem było tam dobrze. 
A.I.: - Pani Maju, skąd w niektórych ludziach bierze się takie ostrożne podejście, żeby nie przeinwestować, żeby nie dać z siebie zbyt wiele w małżeństwie? Czasami można usłyszeć wręcz: wolę odejść, teraz gdy jestem młoda i ładna. Jeszcze mogę sobie ułożyć życie od nowa.
M.M.: - Rozpoczynając związek, wnosimy do tej relacji cały bagaż, który wynieśliśmy ze swojego domu rodzinnego. Wchodzimy z takim plecaczkiem wypełnionym doświadczeniami, spostrzeżeniami, emocjami, tym jak widzieliśmy związek innych dorosłych ludzi, najczęściej rodziców. 
Obserwowaliśmy codzienne budowanie relacji pomiędzy nimi, to w jaki sposób okazywali sobie szacunek, jak przechodzili sytuacje kryzysu, konfliktu, jak traktowali sami siebie oraz siebie nawzajem, jak wychowywali swoje dzieci. Jeśli w dzieciństwie wiele razy była nam potrzebna postawa ostrożna, jeśli widzieliśmy niepewność w tworzeniu związku przez dwie najbliższe nam osoby dorosłe, może to dla nas stanowić podstawę do tego, żeby bardzo ostrożnie podejść do budowania naszego związku, a w razie potrzeby odejść zanim sytuacja stanie się jeszcze bardziej raniąca. 
Mając w pamięci relacje rodziców, którzy nie umieli poradzić sobie ze swoimi problemami małżeńskimi, mamy mniejszą wiarę w to, że my możemy inaczej. Gdy stracimy nadzieję na sukces naszego małżeństwa osłabnie w nas również wola, by pracować nad sobą. Przestajemy wierzyć, że my możemy żyć inaczej, że nasz związek może być na stałe, że będziemy wiedzieli jakie kroki podjąć, że trwałe małżeństwo jest warte naszego wysiłku. 
A.I.: - Czyli, jak w każdej chyba naszej rozmowie, okazuje się, że wszystko zależy od tego czym nasiąknęliśmy w naszym domu rodzinnym. Stamtąd bierze się również nasza wiara lub niewiara w to, że małżeństwo może być szczęśliwe i że ewentualne kryzysy, obojętnie czy dotyczą finansów, zdrowia czy małżeństwa jako całości, można rozwiązać. 
M.M.: - Ja zwróciłabym uwagę, że z domu wynosimy dużo więcej tego, co zaobserwowaliśmy, niż tego, co usłyszeliśmy. Dzieci uważnie obserwują i niezauważenie chłoną jak gąbka zachowania ludzi dla nich najważniejszych - zazwyczaj są to rodzice. Widzą w jaki sposób tworzymy relacje małżeńskie, rodzicielski i każde inne. Bardziej zapamiętują emocje, które w nich wywołały określone sytuacje, niż słowa, które ktoś chciał im włożyć do głowy. W dzieciństwie jesteśmy obserwatorami związku naszych rodziców i na tej podstawie, już w dorosłym życiu, tworzymy swoją własną relację małżeńską.
A.I.: - Dziękuję za rozmowę.

Artykuły które mogą Ciebie zainteresować

Zagrożenia dla związku

Praca, budowa wspólnego domu, smartfon, ukochany serial, relacje z teściami, praktyki religijne - o tym, w jakich okolicznościach te…