Różne wizje wychowania wspólnych dzieci

Różne wizje wychowania wspólnych dzieci

Czasami mówi się o małżeństwie, że to trudna sztuka kompromisu, że każda ze stron musi umieć trochę ustąpić, zrobić krok w tył. Zazwyczaj potrafimy porozumieć się, gdy nasze różne wizje dotyczą spędzenia rodzinnych wakacji czy wystroju wspólnego salonu. Sytuacja staje się dużo trudniejsza, kiedy w naszym domu ścierają się ze sobą różne pomysły na wychowanie naszych wspólnych dzieci. 

(tekst powstał w oparciu o rozmowę z Mają Mazur – mediatorką fundacji ,,Każdy Ważny”) 

Aleksandra Irla: - Pani Maju od czego zależy to, w jaki sposób chcemy wychowywać nasze dzieci?  

Maja Mazur: - Wpływa na to wiele czynników, ale przede wszystkim, w jaki sposób my sami zostaliśmy wychowani. Często powielamy ten styl wychowania, który prezentowali nasi rodzice. 

Aleksandra Irla: - Zawsze jakoś się do tego stylu odnosimy – powielamy, jeśli uważamy, że był dobry lub oceniamy go źle i staramy się działać odwrotnie?  

Maja Mazur: - Powielanie schematu wyniesionego z domu, podążanie taką samą drogą - to często dzieje się nieświadomie. Ważny jest moment, gdy uświadamiamy sobie, że można inaczej wychowywać dzieci, w inny sposób towarzyszyć im w dojrzewaniu do tego, by stali się gotowi założyć własną rodzinę. Ważne, żebyśmy wspólnie ustalili, jakiego człowieka chcemy wypuścić z naszego domu w świat. 

Aleksandra Irla: - Pochylmy się nad konkretnym przykładem: jedno z rodziców chce wychować dziecko w dużej wolności, swobodzie, tak, żeby możliwie szybko mogło samo podejmować wszystkie decyzje, które go dotyczą. Drugi rodzic uważa, że ich dziecko, dla swojego bezpieczeństwa, powinno być jak najdłużej pod rodzicielską kontrolą. Czyli ogromna wolność dana bardzo wcześnie kontra ogromna kontrola i czuwanie nad dzieckiem jak najdłużej. Od czego taka para rodziców powinna zacząć rozmowę o wspólnej wizji wychowania ich dziecka?  

Maja Mazur: - Każdy konflikt, a to jest konflikt, tworzy się na bazie tego co robimy, np. tego w jaki sposób mówimy do dziecka, jak je traktujemy. Tu pojawiają się zachowania, na które jedno z rodziców nie chce się zgodzić, bo np. uważa, że należy do dziecka mówić inaczej, coś innego. Dobrze jest, żeby małżonkowie spotkali się w rozmowie na innej płaszczyźnie - na płaszczyźnie potrzeb, które mają jako rodzice. Zarówno ten rodzic, który traktuje dziecko w sposób bardzo kontrolujący, jak i ten, który chce dla syna czy córki totalnej wolności - obydwoje chcą tego samego: troszczyć się o tego małego człowieka, dawać mu poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że jest kochany czy kochana. Niestety ci nasi przykładowi rodzice robią to nieumiejętnie, w sposób, który pomiędzy nimi powoduje konflikt, a w głowie ich dziecka – chaos.      

Rodzice powinni wspólnie ustalić jakiego człowieka chcą wypuścić z domu, czyli jakie wartości chcą mu wszczepić, w jakie umiejętności wyposażyć, w czym i w jaki sposób chcą wspierać swoje dziecko. W takiej rozmowie rodzice znajdą wiele wspólnych obszarów.  

Aleksandra Irla: - Inny przykład: rodzic, który chce wychowywać autorytarnie i rodzic, który chce być partnerem, chce wręcz, żeby dziecko mówiło do niego po imieniu. W jaki sposób mogą ustalić wspólną linię wychowania dziecka? Czy może ta wizja nie musi być wspólna?  

Maja Mazur: - Wizja wychowania dzieci nie musi być całkowicie jednomyślna - przecież my, rodzice, nie jesteśmy jednym organizmem, który myśli, czuje i działa tak samo.  

To co jest bardzo istotne, to sposób w jaki rozmawiamy ze sobą o tym, co nas różni. Ważne, żeby to była rozmowa pełna szacunku dla drugiego człowieka. Nasz sposób podchodzenia do rozmowy w konflikcie może być właśnie tym spójnym przekazem dla naszego dziecka.  

Nawet, gdy rodzice nie zgadzają się co do tego na co chcą pozwolić lub nie pozwolić temu młodemu człowiekowi, warto o tych różnicach dyskutować w taki sposób, żeby nasze dziecko widziało, że będąc w konflikcie też da się rozmawiać, da się wypracować wspólne rozwiązanie. Jednocześnie pokazuje to naszym dzieciom, że każdy z nas może mieć inne zdanie na dany temat, ale również, że możemy mieć więcej niż jeden pomysł na rozwiązanie.  

Jeśli taka rozmowa odbywa się w moim gabinecie, jako mediator doprowadzam do sytuacji, gdy obie strony są w stanie siebie nawzajem usłyszeć, zrozumieć. Wtedy zazwyczaj ustalają rozwiązanie, które przestaje być kompromisem, a staje się sytuacją wygrany - wygrany. To, co ustalili nie jest dla żadnej ze stron szkodą, albo rezygnacją z czegoś - jest nową perspektywą, nowym widzeniem sytuacji.  

Aleksandra Irla: - Przyjrzyjmy się ostatniemu przykładowi: rodzice mają diametralnie różny pogląd na to, o której godzinie ich dziecko powinno wrócić po imprezie do domu. Jak mogą o tym rozmawiać, żeby się porozumieć?  

Maja Mazur: - Jedno z nich może zapytać: dlaczego to jest dla Ciebie ważne, żeby nasze dziecko wróciło o godzinie np. 23.00? Drugie z nich może zapytać: dlaczego jest dla Ciebie ważne, żeby nasze dziecko mogło samo zdecydować o tym, o której godzinie wróci do domu? Jeśli odpowiedź brzmi: bo o tej godzinie powinno już być w domu, można odpowiedzieć słowami: skoro o 23.30 może wrócić z kolegami, to ja wolę, żeby wróciło później z grupą znajomych, bo dla mnie ważniejsze jest jego bezpieczeństwo.  

Aleksandra Irla: - Co z sytuacjami, gdy w momencie konfliktu jedno z rodziców swoim zachowaniem podważa autorytet tego drugiego?  

Maja Mazur: - Różnimy się pomiędzy sobą, w wielu kwestiach. Kluczowe jest to w jaki sposób powiemy współmałżonkowi, że mamy na jakiś temat inne zdanie. Jeśli powiemy: słuchaj, nie masz racji - to zdecydowanie konflikt wzrośnie. Możemy powiedzieć: wiesz, mam na ten temat inne zdanie, czy możemy o tym za chwile porozmawiać i ustalić coś wspólnego?  

To w jaki sposób formułujemy nasza niezgodę, nasze inne zdanie - ma bardzo duże znaczenie.  

Aleksandra Irla: - Pani Maju czy możemy zrobić coś, co spowoduje, że tych potencjalnych konfliktów dotyczących różnych wizji wychowania naszych wspólnych dzieci - będzie mniej?  

Maja Mazur: - Jeśli widzimy, że nasze konflikty w jakiejś kwestii są powtarzalne - warto przyjść do mediatora. Osobiście uważam, że tak jak są szkoły rodzenia, tak powinny być też szkoły rodziców. Nie ma takich szkół, ale są różne warsztaty, które uczą jak tworzyć ze współmałżonkiem relację, która będzie wspierająca dla nas i dla naszych dzieci.  

Jako rodzice powinniśmy być dla naszych dzieci bezpieczną bazą, ale też bezpiecznym schronieniem, powinny móc na nas polegać, czuć nasze zaufanie do nich, wiedzieć, że mogą powiedzieć własne zdanie, powinny widzieć jak chronimy swoje granice, ale też respektujemy granice współmałżonka i dzieci. To są kwestie, których jeśli nie wynieśliśmy ich z domu - warto się uczyć.  

Aleksandra Irla: Dziękuję za rozmowę. 

Artykuły które mogą Ciebie zainteresować