Związek na odległość kończy się w najlepszym wypadku kryzysem
Czy wiesz, że związek na odległość to stąpanie po kruchym lodzie? Wystawianie współmałżonka na pokusy? Osłabianie więzi? Decyzję, która wydaje się często jedynym rozwiązaniem, podejmujemy zazwyczaj nie znając do końca zagrożeń, jakie płyną dla par z miłości na odległość. Katarzyna Żółć, autorka poradnika "Małżeńskie ABC" uważa, że związek na odległość ma sens tylko w jednym przypadku - gdy rozstanie trwa bardzo krótko. Incydentalnie. Ale i wtedy trzeba być czujnym. Małżeństwo na odległość - jak przetrwać trudne chwile?
Katarzyna Żółć, autorka poradnika dla małżeństwa "Małżeńskie ABC", zna temat związku na odległość z własnego doświadczenia, ale też obserwacji zaprzyjaźnionych związków i wielu rozmów z parami, które żyją lub żyły w ten sposób. Mieszkając w Niemczech, na co dzień obserwuje życie rozdzielonych o setki kilometrów współmałżonków, którzy zdecydowali się na zostawienie rodziny w Polsce i pracę zagranicą. To, co widzi, jest bardzo niepokojące, dlatego jest zdecydowana w swoich poglądach na temat relacji na odległość. Dlaczego wspólne życie i szczęśliwy związek nie lubią dużej odległości między małżonkami? Niewielu z nich, zarówno kobietom jak i mężczyznom, udaje się przetrwać próbę czasu w wierności i lojalności. Brak ukochanej osoby obok, brak kontaktu twarzą w twarz rujnują więź między małżonkami - i żadne rozmowy telefoniczne, rozmowy wideo i związek przez internet nie wypełniają fizycznej pustki, jaką przynosi odległość między partnerami.
Miłość na odległość jest możliwa? Według nas NIE!
Państwo Żółć mieli już piątkę dzieci i firmę, która przestała spełniać ich oczekiwania, kiedy pojawił się pomysł, że mąż wyjedzie do Niemiec i tam będzie zarabiał na utrzymanie rodziny. - Mieszkaliśmy blisko niemieckiej granicy, więc praca w Niemczech wydawała się świetnym rozwiązaniem. Mąż wyjeżdżał z domu w niedzielę wieczorem lub poniedziałek o świcie, a wracał w piątek po południu - wspomina Kasia Żółć.
Już po tygodniu życia na dwa domy, a raczej dom rodzinny i wynajęte "mieszkanutko" w Niemczech, jej mąż wiedział już, że nie chce funkcjonować w ten sposób, bez obecności drugiej osoby, bez wspólnych chwil. Kolejne miesiące rozłąki tylko to potwierdzały. - Po co ja się żeniłem? Po co mam dzieci? - pytał przekonany, że nie tak ma wyglądać związek.
Kasia potrzebowała więcej czasu, by dojść do wniosku, że rozłąka jest bardzo złym pomysłem. W ferworze codziennego życia, rozwożenia trójki starszych dzieci do szkół, starannie wybranych, oszukiwała się, że praca małżonka zagranicą to dla rodziny więcej korzyści niż strat.
- Coraz częściej kiedy przychodził dzień rozłąki ,płakaliśmy - ja, mąż, dzieci. Przekładaliśmy godzinę wyjazdu, przyspieszaliśmy czas powrotu i docierało do nas, że coś trzeba zmienić. Pojawił się pomysł, że przeprowadzimy się do Niemiec wszyscy. Ani ja, ani dzieci nie znaliśmy języka - ale wspólne podjęliśmy taką decyzję. Rok szkolny właśnie dobiegał końca - spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i przeprowadziłam się z dziećmi do Niemiec. To był przemyślany krok. I ja i dzieci wiedzieliśmy, co tracimy - podkreśla Kasia.
O tym, co stracą, przypominali zresztą zaszokowani decyzją przyjaciele i znajomi. Zniechęcali Kasię do wyjazdu, pokazując potencjalne zagrożenia - utratę więzi rodzinnych i przyjacielskich, "zniemczenie" dzieci, brak możliwości wychowywania ich w patriotycznych wartościach. Kasia słuchała tych podyktowanych autentyczną troską rad i miała na nie jedną odpowiedź - więź z mężem jest ważniejsza niż wszystko inne.
Czy związek na odległość ma sens, skoro gubimy bliskość?
Wiele małżeństw, które decydują się na bycie w związku na odległość nie spodziewa się, że tak szybko pojawi się w ich życiu tęsknota, która błyskawicznie przemieni się w złość i irytację. Kobiety, które radzą sobie, "bo muszą", wiedzą, że wyjazd męża był konieczny, że była to wspólna decyzja, jednak mimo wszystko, wewnętrznie, na poziomie potrzeb, czują się porzucone, samotne i rozgoryczone. Wynika to z głębokiej potrzeby, jaką ma każdy człowiek - potrzeby bycia kochanym. Podobnie mężczyźni, którzy opuszczając dom za chlebem - są odbiorcami oskarżeń o porzucenie żony i rodziny - zaczynają przeżywać frustrację i uczucie bycia nierozumianymi i niedocenianymi. Męczą się dla rodziny, dla dzieci ciężko pracując, mieszkając w mało komfortowych warunkach, a ze strony żony spotyka ich złość, żal i pretensje. Choć to poczucie krzywdy jest nieracjonalne, pojawia się i obezwładnia współmałżonków.
Kolejne zaskoczenie, które pojawia się niespodziewanie w przypadku związków na odległość dotyczy szybkiego przyzwyczajenia się do działania w pojedynkę. Pojawia się myśl: mogę być sam/sama, po co on/ona jest mi potrzebny/potrzebna?
- Nie po to się pobieramy, żeby żyć w pojedynkę. Nie po to zakładamy rodzinę, żeby być osobno. Nikomu to nie służy - podkreśla Kasia Żółć.
Jak dbać o związek na odległość ?
Utrzymanie związku na odległość wymaga przede wszystkim troski o utrzymanie więzi. Jak to zrobić, skoro nie przebywamy ze sobą na co dzień? Kasia Żółć podkreśla wagę małych, codziennych rytuałów, rutyny, która pomoże utrzymać kontakt. To może być stała pora kolacji online przez dowolny komunikator, wspólny czas wideo całej rodziny. Nie zastąpi to fizycznej bliskości, ale da poczucie, że druga połówka w jakiś sposób jest obecna w codzienności.
A co z brakiem intymności, z niepewnością i obawą o wierność współmałżonka, z zazdrością o jego samodzielne życie. - To nie chodzi o brak zaufania, ale o realizm - uważa ekspertka. - Zawsze zwracam uwagę na to, że można sobie ufać nawzajem, ale nie koniecznie trzeba ufać całej reszcie świata. Istnieją na tym świecie mężczyźni i kobiety, którzy mają w głębokim poważaniu nasze obrączki.
Jak budować związek na odległość w świecie pełnym pokus
- Bądźmy realistami - apeluje Kasia Żółć. - Co ma robić nasz mąż w wolnym czasie, jak ma czuć się kochany? O tym, że mężczyźni z samotności piją, nie trzeba nikomu przypominać. A jak piją, to robią różne dziwne rzeczy. Kolega, który kilka lat pracował zagranicą, opowiadał mi, jak woził swoich współlokatorów w "różne" miejsca i walczył ze sobą, żeby nie wysiąść z auta i nie pójść tam, gdzie oni. -Kurczowo trzymałem się kierownicy, żeby nie pójść za nimi - wspominał. Nie wystawiajmy naszych mężów na próbę, by nie musieli kurczowo trzymać się kierownicy.
Wiele osób może oburzyć się na porównanie, że praca współmałżonka na obczyźnie czy nawet w innym mieście w tym samym kraju, to wystawianie go na pokusy, chodzenie z zapaloną pochodnią wokół stacji benzynowej. Faktem jest, że jakoś trzeba tę pustkę zapełnić. Nie zaczyna się zawsze od zdrady fizycznej. Często jest to na początku kontakt przyjacielski i budowanie więzi.
-"Ja jestem tu sama, ty jesteś sam - chodźmy na kebaba, po co będziemy sami siedzieć". Z zewnątrz wygląda to miło, jak wspieranie się na emigracji. Jedna rozmowa, druga, trzecia, piąta - i nie wiadomo kiedy pojawia się silna więź. Z kim przebywasz, z kim dzielisz trudy - z nim budujesz relację. Godzenie się na taki stan rzeczy jest bardzo nieroztropne - uważa ekspertka.
Małżeństwa, które decydują się na podjęcie tego wysiłku i zamieszkanie razem, nawet w innym kraju, zawdzięczają temu krokowi ocalenie swojego związku. Jeśli jest trudno, to znosi się ten trud razem. Pogłębia się relację i umacnia związek. Według Kasi Żółć, nawet jeśli taki ruch jest niemożliwy, to nie znaczy, że zawsze będzie nie do wykonania. Może przeprowadzka nie odbędzie się za tydzień czy miesiąc, ale ważne, żeby zawsze dążyć do tego rozwiązania.
I nie myśleć, że dzieci i ich komfort są w tym przeszkodą. Dzieci zniosą dużo. Więcej niż nam się wydaje. Jeśli mają przy sobie rodziców kochających ich i siebie nawzajem - nie ma takiej rzeczy, której by nie zniosły. Ze wsparciem kochającej się rodziny można góry przenosić.




