Licealna miłość Asi i Pawła przetrwała uzależnienie i bankructwo. Ich małżeństwo przeszło poważny kryzys i dziś jest mocniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Zacząć od zera – Asia i Paweł wiedzą dobrze, co to znaczy. Stracili wszystko, by odzyskać dużo więcej - dzisiaj wiedzą, czym jest prawdziwa miłość i co to jest wsparcie w związku. Ich historia nadaje się na trzymający w napięciu serial. Są ze sobą już ponad 30 lat, mimo dramatycznych wydarzeń, do jakich doszło w ich małżeńskim życiu.
Od pierwszego wejrzenia - romantyczne początki
Poznali się w liceum, kiedy Paweł dołączył do klasy Asi i od tego czasu zaczęli być nierozłączni. Przyjaźń, miłość, namiętność – zdali maturę i wkrótce potem okazało się, że zostaną rodzicami. Ślub odbył się po rozprawie w sądzie, z powodu młodego wieku Pawła – przysięgając Asi miał 20 lat.
- Na wokandzie było 12 spraw – 11 o rozwód, a jedna o przyśpieszenie małżeństwa – nasza.
Pamiętam dobrze rozmowę z sędzią;
– Dlaczego Pan się chce ożenić z tą panią?
– No jak to dlaczego? Przecież ona jest w ciąży.
– To nie jest żaden powód.
- To ja nie wiem.
- Kocha pan tę panią?
- No pewnie, że kocham.
- No to co Pan nie mówi?
- Nie wiedziałem, że to jest ważne w sądzie..
Dzięki pomocy rodziców zaczęli wspólne życie mając wygodne warunki – własny dom, samochód. Z boku wyglądało to bajkowo, jakby łatwiej już być nie mogło. Wkrótce pojawiło się na świecie kolejne dziecko.
- To był przyśpieszony kurs dojrzałości i odpowiedzialności. Małżeństwo, dzieci– nagle spadła na mnie rola męża i ojca. Była miłość, ale brakowało rozsądku – przyznaje dziś Paweł.
Asia weszła w małżeństwo jako młodziutka, zakochana dziewczyna. Jej wizja związku była, jak sama mówi - bardzo romantyczna i mało realistyczna. – Wyobrażałam sobie, że mój ukochany codziennie będzie wracał do domu z kwiatami dla mnie. Życie szybko pokazało, że małżeństwo to zupełnie coś innego.. - wspomina.
Kryzys w małżeństwie na dzień dobry - na swoim, ale zbyt niedojrzali
Świeżo upieczony mąż i tata zaczął studia i pracę jednocześnie, ale ciągnęło go do niezależności – tej zawodowej. Przebywał poza domem większość czasu.
- Rozpocząłem własne biznesy – miałem pomysły, pieniądze od teściów, energię do działania – wspomina Paweł. – Asia wychowywała dzieci, a ja zarabiałem. Albo raczej traciłem.
To nie jest historia trafionych inwestycji. Pierwsza firma nie przyniosła dochodów, druga także. Pojawiły się poważne długi – tak duże, że trzeba było sprzedać dom i przeprowadzić się do mieszkania rodziców.
- Jedno z przedsięwzięć męża wymagało przeprowadzki do innego miasta – to było dla naszego małżeństwa bardzo destrukcyjne - uważa Asia. - Przez 7 lat widywaliśmy się tylko w weekendy, Paweł zaczął wtedy „imprezowy styl życia”, a ja z pomocą teściów opiekowałam się dziećmi jednocześnie pracując w naszej firmie. Było mi bardzo trudno.
Paweł coraz bardziej pogrążał się w uzależnieniu od alkoholu, a na domiar złego pojawił się jeszcze hazard. Mimo że w końcu sam zauważył, że małżeństwo na odległość nie ma sensu i przeprowadził się z powrotem do rodziny - był już bardzo pogrążony w nałogach.
Wróg małżeński pokonany terapią
Paweł: Nie umiem wskazać początku kryzysu. Myślę, że on był długotrwały, tylko że ja go nie zauważałem. Asia dawała mi sygnały, ale ja ich nie widziałem. Obudziłem się dopiero, gdy sytuacja zaczęła być dla mnie nieznośna.
Dziś Paweł mówi otwarcie o swojej chorobie, czyli uzależnieniu od alkoholu i hazardu. Wie, że nałóg sprawił, że egoistycznie widział tylko swój własny ból, a cierpienie żony i rodziny było mniej ważne niż gry hazardowe czy alkohol.
- Nałóg to choroba, która ma swoje mechanizmy -wyjaśnia. - Jeszcze mieszkając osobno wpadłem w schematy: gdy tęskniłem – zagłuszałem to alkoholem, gdy cierpiałem – to samo. Smutki chciałem zwalczyć wygrywając pieniądze w kasynie - a przegrywałem kolejne duże sumy. Zadłużałem firmę i żeby wyjść z długów, grałem. To było zamknięte koło, z którego nie widziałem wyjścia.
Asia pamięta moment, kiedy powiedziała "dość". Było to niedługo po narodzinach ich trzeciego dziecka. Bezsilna, bez nadziei na zmianę, oznajmiła Pawłowi, że chce odejść.
– Mimo że Cię kocham, nie mam siły już z Tobą być. Wolę iść do domu samotnej matki, niż dalej tak żyć. Te słowa mojej żony były dla mnie otrzeźwieniem. Dotarło do mnie, że naprawdę mogę Asię stracić - wspomina Paweł. - Postanowiłem pójść na terapię. Zobaczyłem wtedy nadzieję w oczach Asi, że może tym razem coś się zmieni. Wcześniej 1000 razy obiecywałem, ale pierwszy raz zwróciłem się po fachową pomoc.
Zgłosił się do grupy 12 kroków, gdzie ludzie z podobnymi problemami wspierają się w walce z uzależnieniami. Po trzech tygodniach terapii, czyli po trzech spotkaniach, uległ pokusie i poszedł zagrać w kasynie.
- Zgasły oczy mojej żony. Przeraziłem się wtedy - pamięta Paweł. - Myślałem, że będąc na terapii jestem już bezpieczny, że to daje mi gwarancję, że już nie zagram. I wyszła naga prawda – że to nie sama terapia da mi siłę, żeby oprzeć się nałogowi, ale praca własna, poznawanie samego siebie, przemiana wewnętrzna.
Dopiero po pół roku życia męża w trzeźwości, Asia odzyskała nadzieję, że wszystko może się jeszcze odmienić, że mogą zacząć żyć od nowa.
Asia: Gdy Paweł zaczął terapię i szybko potem nie poradził sobie z chęcią zagrania - poczułam się naprawdę bezradna. Opadły ze mnie resztki sił. To było bardzo ciężkie doświadczenie, ale kochałam go i zdecydowałam, że spróbuję jeszcze wytrwać.
Wytrwał także Paweł - od, dnia kiedy ostatni raz zagrał w kasynie minęło już prawie 16 lat. Połowa ich małżeństwa.
Żona - przyjaciel, który zawsze był obok
- Jesteśmy razem dzięki Asi, która nie opuściła mnie w chorobie, była przy mnie jako mój najlepszy przyjaciel, na dobre i na złe. Nie zostawiła mnie, choć to ja chciałem się z nią rozwieść - przyznaje Paweł.
Skala długów była tak ogromna, ze jedyną szansą na wyjście na prostą wydawał się Pawłowi rozwód. - Byliśmy bankrutami. Wierzyłem, że rozwód na papierze ułatwi zarobienie Asi jakichkolwiek pieniędzy tak, by sąd nie zabrał ich na poczet długów.
Asia: Dla mnie ten pomysł był najgorszym z możliwych. Czułam, że rozwód to niebezpieczeństwo, które przyniesie tylko kolejne kłopoty. Powiedziałam mężowi, że jeśli się ze mną rozwiedzie, to będzie już koniec.
- Ultimatum Asi okazało się bardzo słuszne. Na trzeźwo zacząłem dostrzegać inne możliwości – pojawiła się szansa na kupno działki, wybudowanie domu, dostałem pracę - wylicza Paweł. - Żona bardzo pomagała mi, żebym wytrwał w trzeźwości. Nie chodziliśmy w pewne miejsca, unikaliśmy imprez, także rodzinnych, gdzie mógł być alkohol. A ja zmieniłam się, zacząłem być radosnym człowiekiem, nowym także dla Asi.
Po 3 latach od zerwania Pawła z nałogami, Asia przeżyła depresję. Nie mogła odnaleźć się w nowej sytuacji.
- Nie rozumiałam, jak to możliwe, że mąż po takich trudnych przeżyciach jest tak radosny, a ja czuje się ciągle przytłoczona. Fachowa pomoc była ratunkiem – poszłam na terapię, na której zaczęłam poznawać i rozumieć siebie i swoje uczucia. Nie wiem, czy poradziłabym sobie bez tego - przyznaje.
Dziś małżonkowie nie wracają do przeszłości, jak podkreślają, żyją z dnia na dzień, nie wybiegając zbytnio w przyszłość. Za to bardzo dużo ze sobą rozmawiają. O wszystkim, zwłaszcza o tym, co aktualnie przeżywają, czego potrzebują, z czym się borykają. Ich relacja to głęboka przyjaźń. Dzieci są już dorosłe, więc jako małżeństwo mają dla siebie bardzo dużo czasu.
- Pytam czasami żony, dlaczego jest ze mną, po tym wszystkim. Mam wielu kolegów, od których żony odeszły, mimo że zerwali z nałogiem. Jakbym Ciebie nie kochała, to bym nie była z Tobą - słyszę wtedy.
Jak udało im się dojść do porozumienia i odbudować relację?
Paweł żyjąc na trzeźwo, zaczął uczyć się, czym są relacje damsko-męskie. Czytał, słuchał, razem z Asią jeździli na wykłady, rekolekcje, spędzali mnóstwo czasu razem. Układali swój związek na nowo.
Dzisiaj uważają, że każdy ich wspólny rok jest jeszcze lepszy od poprzedniego. W czym tkwi tajemnica trwałości ich związku? Co pomogło im przetrwać kryzys w małżeństwie?
- Nasze wspólne życie to dar i cud. Do końca i mimo wszystko zależało nam na sobie nawzajem. Chociaż nasza pierwsza miłość była niedojrzała, to była głęboka. Nieprzemijająca - mówi Paweł.
I dodaje z przekonaniem: - O małżeństwo zawsze trzeba walczyć. Ojciec Pio mówił, że rozwód to jest bilet do piekła. Teraz też tak uważam.
Dla Asi ważne jest mówienie o swoich pragnieniach, głośnie wyrażanie potrzeb i oczekiwań. - Kiedyś nie rozmawialiśmy na trudne tematy. Nie mówiłam głośno, jakie są moje niezaspokojone potrzeby. Chciałam, żeby Paweł się domyślał - przyznaje. - Dziś mówimy wprost i to nam służy. Każde małżeństwo musi znaleźć swoją drogę, by zażegnać kryzys. Najważniejsze, to tego chcieć.
- Nie dla dziecka - dla siebie nawzajem - podkreśla Paweł. - Wierzę w siłę miłości. Jeżeli między dwojgiem ludzi była miłość na początku, to wszystko jest możliwe.
Skąd się bierze kryzys w związku?
Choć jego wystąpienie jest nieuniknione, rzadko jest tak, że kryzys małżeński pojawia się nagle. Najtrudniejszy jest brak miłości w małżeństwie, ale żeby doszło do takiego stanu, potrzeba kilku wcześniejszych etapów. Bardzo często najpierw pojawiają się problemy z komunikacją. Kłopoty mogą się pogłębiać także przez brak czułości i intymności. Gdy zmienia się codzienna rutyna małżeńskiego życia, na przykład przez pojawienie się dziecka, a zwłaszcza pierwszego dziecka - małżonkowie mogą czuć oddalenie, osłabienie więzi między sobą. To dla wielu mężczyzn trudny czas, ze względu na chwilową utratę względów u współmałżonki i brak bliskości, który jest naturalnym, ale przejściowym stanem. Jednak, gdy sytuacja się przedłuża, szybko pojawiają się pierwsze oznaki kryzysu. Jest coraz więcej oskarżeń i obwiniania, a coraz mniej prób zrozumienia siebie nawzajem. Partnerzy przestają spędzać czas wspólnie, przez co obie strony czują zupełny brak zainteresowania ze strony współmałżonka.
Przyczyn kryzysów może być więcej - dla jednych będą to problemy finansowe, plany zawodowe nieadekwatne do sytuacji, różnice w wartościach, kryzys wieku średniego w małżeństwie, trudności z zajściem w ciążę, kryzys pustego gniazda, zdrada. U Asi i Pawła najtrudniejszymi problemami w małżeństwie było uzależnienie od hazardu i alkoholu. Ich przykład pokazuje, że zawsze jest szansa na naprawę, nawet jeśli przez związek przeszedł kataklizm.
Pewne jest, że rozwiązanie kryzysu wymaga zaangażowania obu stron i często otwartości na profesjonalną pomoc. Dla jednych będzie to terapia dla par, dla innych indywidualna psychoterapia,a czasami, w zależności od skali problemu, wystarczy jedno spotkanie z mediatorem, żeby uratować małżeństwo.
