5 małżeńskich grzechów głównych – niedojrzałość. Cz. 1

5 małżeńskich grzechów głównych – niedojrzałość. Cz. 1

Idealne żony i idealni mężowie nie istnieją. Podobnie jak idealne małżeństwa - wszędzie zdarzają się drobne błędy. Gorzej, gdy błędy są poważne. Najpoważniejsze z nich mogą unicestwić małżeństwo. O błędach mogących doprowadzić nawet do rozwodu mówi dr. Jacek PULIKOWSKI, ekspert od tematyki rodzinnej, którą zajmuje się od ponad 40 lat, w rozmowie z Aleksandrą IRLA.

Aleksandra Irla: - Temat naszej rozmowy nie jest miły, ale ciekawy i potrzebny: błędy które mogą nas kosztować osłabienie, a nawet, w pewnych okolicznościach, rozpad małżeństwa. Panie Doktorze, bazując na Pana doświadczeniu zawodowym – jakie są najczęstsze błędy niszczące nasze małżeństwa? 
Dr Jacek Pulikowski: - Podstawowym problemem, nad wszystkimi innymi problemami, jest odejście od Boga i przykazań. To się potwierdza praktycznie w 100 proc. Jeżeli dochodzi do rozwodu to przynajmniej jedno z małżonków odeszło od Boga. Dodam, że pracowałem w poradniach katolickich, do których przeważnie przychodzili ludzie wierzący, choć zdarzały się również inne przypadki, nawet muzułmanie. 
Odejście od Boga i przykazań to najogólniejsze spostrzeżenie. Jeśli miałbym być bardziej szczegółowy, pierwszym, podstawowym, kluczowym błędem jest egoizm, który jest niedojrzałością do miłości. Istnieje kilka kategorii ludzi, którzy są niezdolni do miłości. To są ci, którzy nigdy nie dojrzeli, zawsze byli dziećmi, których trzeba obsługiwać, bo są pępkiem świata, nigdy nie mogą z siebie nic dać - jak dzieci, którym rodzice zawsze nadskakiwali i tak już zostało. 
Żeby wyjść z egoizmu potrzebowaliby jakieś refleksji i zwykłego osobistego trudu. Nawet terapia bez osobistego trudu nic nie da, może tylko zdiagnozować, ukierunkować pracę. Ale tej pracy nikt za człowieka nie wykona. Sam musi ileś czynów altruistycznych wykonać, musi ileś razy poświęcić się dla innych. To jest prawo psychicznego torowania, które mówi, że właśnie pierwszy czyn toruje drogę do nas następnego. 
Pierwszy raz ukraść jest najtrudniej - potem łatwiej. Tak samo pierwszy raz zrobić coś dobrego jest najtrudniej - potem łatwiej. Tu potrzebny jest cały proces. Ludzie niedojrzali nie powinni wchodzić w małżeństwa, a jednak wchodzą. Są tacy, którzy nigdy nie pracowali, nigdy sobie nie odmówili cukierka, wszystko zawsze ku sobie kierowali. Potem patrzą roszczeniowo, że im się wszystko należy, za darmo. 
Świat podpuszcza takie osoby na fali indywidualizmu, że ty jesteś najważniejszy, jesteś człowiekiem i masz prawo do swojego szczęścia. Wobec tego możesz zostawić żonę i dzieci. Ludzie w to wierzą, bo to jest łatwe, nie wymaga wysiłku. 
Są też ludzie, którzy programowo nie chcą stawać się altruistami, nie chcą świadczyć miłości - chcą zorganizować swoje życie tak, żeby wszystko na nich pracowało. Jeśli ktoś z takim nastawieniem wejdzie w małżeństwo, albo wręcz dwie strony wejdą z takim nastawieniem - to jest tragedia, bo każdy oczekuje samych profitów. 
Jest też taki problem, jakby poboczny, że ludzie mylą miłość z uczuciami i na fali rozpędzonych uczuć, najczęściej przez bliskość seksualną, nazywają to wielką miłością. Gdy to w naturalny sposób gaśnie - twierdzą, że miłość się skończyła. 
W ten sposób można co dwa lata zmieniać męża lub żonę - bo tyle mniej więcej trwa stan zakochania. A miłość to decyzja, decyzja woli: chcę służyć tej osobie, bo ona stanowi dla mnie wartość. Również w małżeństwie niektórzy stosują takie fałszywe miary i stan uczuć nazywają miłością. 
Nie da się ślubować stanu uczuć, że do końca życia będę miał dla żony tylko dobre uczucia. To jest niemożliwe - wścieknę się na pewno, wielokrotnie, z powodem czy bez powodu. Mogę ślubować, że nawet jak będę miał bardzo złe uczucia, to będę ją miłował, czyli troszczył się o nią, działał dla jej dobra. To decyzja woli, że ja chcę dobra tej osoby i obiecuję, że do końca życia będę w tej postawie trwał. To jest możliwe i tysiące przykładów to potwierdzają. Jednak tylko dojrzały człowiek może podjąć decyzję woli, na przykład, że od dzisiaj do końca życia nie wypiję kropli alkoholu. Jeśli jestem dojrzały i taką decyzję podejmuję, to ją od siebie wyegzekwuję. Tak naprawdę, każdy dojrzały człowiek powinien egzekwować od siebie podjętą kiedyś decyzję o małżeństwie. 
To mylenie uczuć z miłością ładnie ilustruje taka historyjka, którą lubię opowiadać. Starsi państwo w 50. rocznicę ślubu wychodzą z kościoła. Mężczyzna był osobą publiczną, więc dziennikarz dopadł go z mikrofonem i pyta: - Czy nigdy nie myślał Pan o tym, żeby się rozwieść? Starszy pan odpowiada: - Rozwieść, odwołać złożoną obietnicę miłości - nigdy. Ale czy miałem ochotę zamordować żonę - bardzo często. Ta historyjka ilustruje, że nie uczucia są miarą miłości. 
Owszem dobre uczucia są potrzebne w miłości. To wielki błąd mężów, chociaż coraz częściej też żon, że nie dbają o uczucia współmałżonka. Potem naprawdę miłość się rozwala, bo jedno odwraca się od drugiego. Nie chcą znać tego współmałżonka, który tak totalnie zaniedbał ich uczucia. Uczucia w miłości są ważne, należy o nie dbać, są pewnym tworzyłem miłości, ale nie są miłością. 

Podsumowując – pierwszym, najpoważniejszym problemem jest egoizm, niezdolność do miłości. Czasami dlatego, że jesteśmy niedojrzali, czasami dlatego, że, na fali indywidualizmu, taką przyjęliśmy postawę, czasami wreszcie dlatego że mylimy miłość z uczuciami i w związku z tym tak naprawdę miłości nigdy nie przeżyjemy. 
A.I.: - Dziękuję za rozmowę.

Dr Jacek Pulikowski - ekspert od tematyki rodzinnej; autor wielu publikacji, w tym poczytnych książek poświęconych budowaniu dobrej, mocnej rodziny; wieloletni doradca rodzinny, prelegent na spotkaniach z młodzieżą, narzeczonymi, małżeństwami, nauczycielami, kapłanami. Prywatnie mąż, ojciec, teść i dziadek.

Mogą cię zainteresować

HTML Button Generator