Etapy małżeństwa. Część 2.

 małżeństwo

Aleksandra Irla: Trzeci etap małżeństwa to bunt. Podobno pojawia się zazwyczaj po około 10 latach związku i – podobno - dotyczy każdego związku. Czy Pani doświadczenie zawodowe potwierdza tę teorię? 
 
Maja Mazur:
Moje doświadczenie zawodowe jest takie, że bunt przychodzi w różnym czasie. Jeśli przyjdzie wcześniej niż po 10 latach - nie mamy powodów do niepokoju, że może coś z naszym małżeństwem jest „nie tak”. Gdy pojawi się później, również nie oznacza to czegoś złego. Ten czas rzeczywiście nazywany jest etapem buntu. Jednak osobiście bym go tak nie nazwała. Powiedziałabym raczej, że to czas skierowania wzroku na siebie i na to, co dla mnie ważne. Dla jednego ze współmałżonków może być to potrzeba rozwoju, dla drugiego chęć określonego sposobu spędzania wolnego czasu, powrotu do spotkań z przyjaciółmi. 

Ten bunt jest przydatny, ponieważ pozwala nam przypomnieć sobie, że każdy z nas jest ważny i potrzebny, nie tylko jako element związku, ale również jako jednostka.  
 
A.I.: Możemy powiedzieć, że etap buntu to czas przypominania sobie o swoich potrzebach, które wcześniej, z różnych powodów, odsuwaliśmy na bok. 
 
Maja Mazur:
Tak - to jest moment, gdy mówienie sobie nawzajem i słyszenie nawzajem swoich potrzeb może być trudne. Ważne, żeby nie przestawać patrzeć na swojego współmałżonka z otwartością i ciekawością, żeby umieć usłyszeć, że on nie występuje przeciwko nam, tylko chce zaspokoić jakieś swoje ważne potrzeby. Być może chce dla siebie czegoś, co da mu rozwój, zabawę, może jakieś poczucie wolności, autonomii.  

A. I.: Co na tym etapie małżeństwa jest największym zagrożeniem dla związku? 
 
Maja Mazur:
Niesłuchanie siebie nawzajem. Albo to, gdy zaczynamy swoje potrzeby przedkładać nad potrzeby tej drugiej strony. 
 
A.I.: Groźne dla związku jest też nierozumienie, że współmałżonek ma prawo nie chcieć dłużej rezygnować ze swoich potrzeb, marzeń, planów?  
 
Maja Mazur:
Tak – to niebezpieczne dla małżeństwa, gdy przestajemy zauważać, że nasz mąż czy żona ma jakieś swoje potrzeby. Z drugiej strony, dla związku groźna jest też sytuacja, w której nie uwspólniamy naszych potrzeb, nie uznajemy, że potrzeby każdego z nas są tak samo ważne jak potrzeby naszego wspólnego małżeństwa. Gdy zaczynamy to oddzielać i np. ktoś, chcąc realizować swoje potrzeby, przestaje widzieć to, co jest ważne i potrzebne dla jego związku. 
 
A.I.: Kolejny etap małżeństwa brzmi bardzo miło: współpraca! 
 
Maja Mazur:
To jest taki czas w naszej relacji, gdy działamy trochę na zasadzie mikroprzedsiębiorstwa. Już wiemy, które z nas jest w czymś nieco sprawniejsze od drugiego, w czym każde z nas czuje się dobrze w naszym związku, w jaki sposób współdziałamy, czy to w sferze finansowej czy emocjonalnej. Zazwyczaj na tym etapie są dzieci i przeważnie zdążyliśmy już wspólnie ustalić w jaki sposób i na jakiego dorosłego chcemy je wychować.

Na tym etapie sprawy życia codziennego, jak przywożenie i odwożenie dzieci, jakieś inwestycje, wspólne spędzanie wakacji - działa właśnie jak mikroprzedsiębiorstwo,  w którym każdy z dorosłych wie, za co jest odpowiedzialny. Mamy już świadomość tego, jak funkcjonuje każde z nas jako mąż czy żona, ale też, jak działa nasze wspólne przedsiębiorstwo - rodzina.  
 
A.I.: Czy nie ma ryzyka, że w tym patrzeniu na siebie nawzajem jak na wspólnika w firmie, możemy stracić swoją wzajemną damsko-męską atrakcyjność? 
 
Maja Mazur:
Gdy jesteśmy w mikroprzedsiębiorstwie, to atmosfera, którą w nim tworzymy również tworzy to mikroprzedsiębiorstwo. Jeśli nadal będziemy dbali o miłe gesty, uśmiechali się, to ryzyko patrzenia na siebie nawzajem jak na współpracowników będzie mniejsze.  
 
Praca nad związkiem na każdym z etapów, w każdej fazie jest niezbędna. Zawsze ważne jest zauważanie tego, że nie jesteśmy oddzielnymi jednostkami - jesteśmy wspólnotą.

A.I.: Dziękuję za rozmowę.

Mogą cię zainteresować

HTML Button Generator